Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty

grudnia 19, 2016

grudnia 19, 2016

AWARYJNE "BIERNICZKI" ŚWIĄTECZNE MOJEJ MAMY. RODZINNE PIECZENIE I PREZENT DLA RODZICÓW

AWARYJNE "BIERNICZKI" ŚWIĄTECZNE MOJEJ MAMY. RODZINNE PIECZENIE I PREZENT DLA RODZICÓW



grudnia 12, 2016

grudnia 12, 2016

CIASTECZKA IMBIROWE

CIASTECZKA IMBIROWE



grudnia 11, 2015

grudnia 11, 2015

CZEKOLADOWE KOKOSANKI BEZ GLUTENU

CZEKOLADOWE KOKOSANKI BEZ GLUTENU

stycznia 11, 2015

stycznia 11, 2015

SZYBKIE CIASTKA NA SŁODKEIGO GŁODA. Z PŁATKAMI OWSIANYM I KAROBEM.

SZYBKIE CIASTKA NA SŁODKEIGO GŁODA. Z PŁATKAMI OWSIANYM I KAROBEM.




listopada 05, 2013

listopada 05, 2013

CIASTECZKA DYNIOWO-CZEKOLADOWE BEZ PIECZENIA!

CIASTECZKA DYNIOWO-CZEKOLADOWE BEZ PIECZENIA!



września 03, 2013

września 03, 2013

BATONY Z SEZAMU. ULUBIONE SEZAMKI Z DODATKAMI, BEZ PIECZENIA.

BATONY Z SEZAMU. ULUBIONE SEZAMKI Z DODATKAMI, BEZ PIECZENIA.


Już po pierwszym dniu szkoły. Zakładam, że wczoraj nie było jeszcze żadnych lekcji ze względu na uroczystości. Chociaż sama do szkoły od dawna nie chodzę, zawsze w okolicach 1 września bierze mnie na sentymenty. Tak było i dziś. Wspomnienia, rozmyślania przygotowywanie się na październik, nie tylko ze względu na naukę, ale bieganie po mieście i szybkie przekąski z tym związane.
Słodkie sezamki kojarzą mi się głównie z zakąskami podczas przerw w podstawówce i podjadaniem ich z piórnika podczas lekcji. Sezamki to kultowe polskie słodycze, które niejedna babcia po kryjomu wrzucała wnuczkom do tornistra lub torby na długa podróż na kolonie. Umilały czas w podróży pociągiem dużym i małym. Są tacy którzy ten smak dalej uwielbiają, ale i tacy którzy uporem maniaka wymazują z pamięci.


sierpnia 13, 2012

sierpnia 13, 2012

Słodkie kulki z daktyli.

Słodkie kulki z daktyli.




Jadę na wakacje w góry stołowe. Bardzo chciałabym, żeby te wakacje wydłużyły się jeszcze o morze, ale jak to wiadomo brakuje czasu i brakuję pieniędzy. A niekiedy brakuje po prostu towarzystwa.
Jutro w  podróży towarzystwa mi nie zabraknie. Mam świadomość, że z kolei moja osoba przez parę godzin w małej przestrzeni może utrudniać życie i nie działać komfortowo na psychikę, więc już staram się tę podróż umilić.
Umilę ją sposobami jakie najlepiej mi wychodzą czyli głośnym wyciem do radia i dobrą wszamą.

Na początek coś słodkiego, żeby moja kierowczyni nie padła za kółkiem i ewentualnie mogła czym do mnie pluć.
Słodziuchne kulki z daktyli mam nadzieję, że super sprawdzą się w naszej podróży.
Oczywiście nie ma jednego przepisu na takie kulki z bakalii. Połączeń może być mnóstwo. Ja akurat zrobiłam je tak:







  • opakowanie daktyli
  • garść orzechów włoskich
  • garść płatków owsianych
  • garść wiórków kokosowych
  • tabliczka gorzkiej czekolady / 2 łyżki ciemnego kakao
  • szczypta soli
  • szczypta imbiru
  • szczypta cynamonu
  • woda 
  • sok z połowy limonki











♥ Usuń pestki z daktyli i przenieś owoce do miski. Zalej je wodą (tak by je prawe zakrywała) dodaj sok z połowy limonki wymieszaj i odstaw na około 2h. 

♥ Odcedź daktyle i przełóż do miski. Dodaj wszystkie składniki.

♥  Dodaj startą na malutkim oczku czekoladę, albo 2 łyżki kakao.

♥ Wszystko zblenderuj dokładnie na maskę.

♥ Znowu odstaw masę w chłodne miejsce na około godzinę.

♥ Po upływie czasu utocz z masy kuleczki wielkości piłeczki do golfa, albo mniejsze.

♥ Obtocz kuleczki w tym co lubisz może to być sezam, wiórki kokosowe. Ja użyłam bardzo fajnej pszennej chińskiej panierki, którą można znaleźć w 'kuchniach świata'. Ma neutralny smak , jest bardzo chrupiąca i sprytnie imituje kokos, a wiem że  nie którzy za nim nie przepadają. 











A wszystkie znaki na niebie wskazują, że będę śpiewać to. A co ! czasem lubię!






Kupiłam dziś znowu karczochy. Jeszcze ładniejsze niż ostatnio! Musiałam trafić na dostawę. Zrobię na jutro lunch. Makaron pełnoziarnisty z karczochami, cukinią i suszonymi pomidorami. W sam raz na piknik pod stacja benzynową. :)) Idę szukać różowych plastikowych widelczyków, bo bez nich nie ma sensu w ogolę w podróży jeść!
A w naszym jutrzejszym lunchu  jest wszystko co można sobie wymażyć!
  • makaron pełnoziarnisty, 
  • karczochy,
  • czerwona papryka
  • pędy bambusa
  •  suszone pomidory,
  •  smażona cukinia, 
  • surowa cukinia, 
  • kukurydza, 
  • zielona cebulka, 
  • chili, sól, pieprz, 
  • oliwa z oliwek, 
  • czosnek niedźwiedzi
  •  i sok z limonki 



lipca 23, 2012

lipca 23, 2012

Słodkie scones z czarną porzeczką.

Słodkie scones z czarną porzeczką.



Przepis znalazłam na bardzo ładniej, ale nie wegańskiej stronie z przepisami dramaticpancake.com. Przepis bardzo łatwo udało się przerobić, oryginalnie w przepisie polecali borówki, ja wykorzystałam czarne porzeczki. Musiałam je zużyć bo akurat zostały zerwane w ilości minimalnej, czyli nie cała szklanka, a wykorzystywanie resztek na kompot to przesada. Można zrobić tyle innych pysznych smakołyków.
Szczerze powiem, że mam problem z znalezieniem polskiego odpowiednika słowa "scones".
Scones to niby słodkie śniadaniowe bułeczki. Ale polskie słodkie bułki najczęściej są duże, drożdżowe i dość ciężkie. Ciastkami tez nie do końca da się ten wypiek nazwać. Scones to chyba po prostu rodzaj małego pieczywa podawanego na śniadanie.
O! Teraz wyczytałam, że w Wielkiej Brytanii scones podawane są do herbaty o Five o'clock, więc już sama nie wiem. Pogubiłam się, więc zostanę przy angielskiej nazwie.
Scones robi się szybko, bajecznie smakują na ciepło do kawy z mlekiem sojowym. Ślicznie pachną, a ciemny cukier trzcinowy nadaje im piękny kolor i specyficzny miodowy smak.




  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanki ciemnego brązowego cukru 
  • szczypta soli
  • 1 szklanka czarnej porzeczki*
  • 1 szklanka jogurtu sojowego lub zakwaszonego mleka **


* Mogą być też mrożone. Czytelniczka napisała: "czarnymi porzeczkami nie ma problemu, po rozmrożeniu są takie same, jak przed." Czad!

* *jeśli nie masz jogurtu sojowego, odmierz 1 szklankę mleka sojowego do dodaj 3 łyżki octu jabłkowego, wymieszaj i odstaw na około godzinę. Mleko skwaśnieje i zgęstnieje niczym kefir lub właśnie naturalny kwaskowaty jogurt. Taki jogurt super nadaje się do pieczenia, ale nie polecam go jeść.





♥ Mąkę, proszek, sól i cukier przesiej do dużej miski. 

♥  Dodaj czarną porzeczkę i delikatnie zacznij mieszać otwartą dłonią. 

♥ Teraz dodaj jogurt i dalej ostrożnie mieszaj tak by nie uszkodzić owoców.  To jest nie lada wyzwanie!

♥ Kiedy wszystkie składniki są już połączone i powstało lekkie sprężyste ciasto, przełóż je na blat lekko oprószony mąką.

♥ Nie wałkuj lecz porozciągaj ciasto palcami na placek grubości około 2cm.

♥ Teraz, pokrój placek na niewielkie trójkąty.

♥ Przełóż scones na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.  Zachowaj odległości między ciastkami, bowiem jeszcze urosną podczas pieczenia.

♥ Włóż bułeczki do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piecz je około 20 minut. 

♥ Scones po upieczeniu odstaw na 10 minut, po tym czasie już można je chrupać. Można poczekać też, aż całkiem ostygną i polać je lukrem lub posypać cukrem pudrem dla jeszcze większej słodkości ;) .

  
 
 


The Shins : The Rifle's Spiral from Jamie Caliri on Vimeo.
Wegańskie słodkości- edycja letniaOrganizator: kikimora

lipca 05, 2012

lipca 05, 2012

Kruche ciastka owsiane z czekoladą

Kruche ciastka owsiane z czekoladą


Czymże byłby blog wegański beż chociaż jednego przepisu na ciacha owsiane!?
Nasze ulubione, szybkie ekstremalnie proste do zrobienia i pyszne!
Sposób na ciastka owsiane  jest wiele. Można upiec jak placek, a potem pokroić na batoniki, wrzucać zamarzycie na blaszkę by powstały nie regularne kształty, formować równe kuleczki. Zawsze smakują znakomicie.
Jako deser do kawy, słodka przekąska w czasie pracy czy na lunchu.
Są słodkie chrupiące z wierzchu, ale miękkie w środku. Miękka czekolada sprawia, że mamy niebo w gębie!
Czekolada coś się na zdjęciach schowała.
Ale jest tam! ;)



  • 1 szklanka takiej mieszanki; mąka tortowa płatki owsiane, otręby wiórki kokosowe,sezam, zmielone orzechy, co mam się wymyśli
  • 4 łyżki oleju
  • 2 łyżki syropu klonowego/z agawy/miodu
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu ziołowego
  • łyżeczka cynamonu
  • 2 łyżki zimnej wody
  • 1/2 tabliczka gorzkiej czekolady









Wykonanie dziecinnie proste, najlepiej piec w nocy ;)

♥  Wymieszaj suche składniki. Nie pamiętam proporcji, ale zaczęłam od 1/4 kubka mąki, a potem garść tego, 2 łyżki tego i tak by wyszedł 1 pełny kubek suchej mieszanki.

♥  Teraz przyprawy; sól, pieprz ziołowy, cynamon. Znowu wszystko wymieszaj

♥  Dodaj olej, słód, cukier i zacznij wyrabiać ciastko.

♥  Podczas mieszania dodaj 2 łyżki zimnej wody.

♥  Czekoladę posiekaj na mniejsze/większe kawałki i wrzuć do ciasta.

♥  Wszystko jeszcze raz dobrze wymieszaj.

♥  Ciasto wstaw na 30 minut do lodówki. 

   Nastaw piekarnik na 170 stopni

♥  Po wyciągnięciu ciasta z lodówki formuj z niego kuleczki wielkości piłki do golfa i delikatnie rozpłaszczaj je na wyłożoną papierem do pieczenia blaszce.


♥  Piecz około 25 minut, niech ciastka się zarumienią. 


 





marca 29, 2012

marca 29, 2012

Ciasteczka urodzinowe

Ciasteczka urodzinowe



Ciastka to fajna sprawa.  Szybkie i sprawdzają się w każdej imprezowej sytuacji ;)


Podstawą przepisu są:

  • 2 szklanki mąki
  • 100g margaryny lub pół szklanki oliwy
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 3/4 kubka cukru
  • parę łyżek mleka sojowego
  • parę kropel aromatu waniliowego
a potem już do woli
czorne: 
  • 3 łyżki kakao
  • kawałki czekolady
  • pokrojone daktyle
 biołe:

  • orzechy laskowe i włoskie
  • cynamon
  • kardamon
  • pokrojone daktyle
  • żurawina





marca 17, 2012

marca 17, 2012

Czekoladowe ciastka z nadzieniem z malin i tofu

Czekoladowe ciastka z nadzieniem z malin i tofu

Zacznę od tego, że jak widać po prawej stronie, Wegan Nerd dołączyła do facebooka. Chciałam zaaplikować mniejsze okienko do 'polubienia', ale nie ogarniam tych wtyczek. cośtam cośtam javascript wszyscy wiedza o co chodzi, bo wszyscy lubią czasem popisać w skryptach...

Jeśli ktoś/ia posiada facebooka to zapraszam serdecznie na fanpejcz, będziecie na bieżąco z tym co się dzieje na blogu.
Będę tam wrzucać najnowsze przepisy, jak również masę muzyki, zdjęć, zajawkowych artykułów, czy inny spam (który tak korci mnie, żeby wrzucać tutaj ;) )



Z uwag na początek mam taką iż krem nie wyszedł taki jak powinien. Chyba wyszedł za rzadki.  Trzeba uważać aby tofu było dobrze odsączone z wody. Użyłam też mrożonych  malin. Myślę, że gęsty dżem albo świeże maliny robiły by robotę.
Ale mimo wszystko ciacha są pyszne;chrupkie zewnątrz,a miękkie i wilgotne w środku od kremu.
Pewnie za niedługo będzie remake.


Ciasto:

  • 1 kubek mąki
  • 3/4 kubka cukru
  • 3 łyżki stołowe kakao
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 1/2 kubka margaryny roślinnej (około 100g)
  • parę kropel aromatu waniliowego
  • 2-4 łyżki zimnego mleka roślinnego lub wody

Do miski przesiewam mąkę i kakao. Dodaję resztę suchych składników i mieszam. Dodaję margarynę i aromat. Zaczynam wyrabiać ciasto. Po chwili dodaję około 3 łyżek zimnej wody. Ciasto wychodzi wilgotne i bardzo lepkie.  Zawijam je w folię i wkładam do lodówki do ochłodzenia.


Wypełnienie:
  • 120g tofu naturalnego
  • szklanka cukru pudru
  • 2 łyżki dżemu malinowego lub świeżych malin (mrożone średnio się sprawdziły :P )
Wszystko miksuję na krem. Jeśli maliny są mrożone to wychodzi lipa. Krem jest bardzo rzadki, a powinien mieć bardziej stałą konsystencję 

A teraz największy FUN
Wyciągam ciasto. Odrywam kawałek ciasta i formuje kulkę wielkości piłeczki do golfa/ pingponga dokładnie spłaszczam na placek. Formuję dołek i wkładam do niego około łyżeczki nadzienia. Delikatnie zamykam placek i w dłoniach znowu nadaję mu kształt kulki. Lekko spłaszczam kulkę i na koniec obtaczam w cukrze.
Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. Było hard. Kombinowałam jeszcze z wycinaniem ciasta za pomocą szklanki. Ale ciasto jest za miękkie i faktycznie lepiej lepić kulki w dłoniach.



Wyszło 12 ciastek. Ułożyłam je na wyłożonej papierem  do pieczenia blaszce. Trzeba pamiętać o odstępach, bo ciastka super urosną.
Piekłam około 20 minut w temp 200 stopni.
Włola! 






lutego 15, 2012

lutego 15, 2012

Kruche kieszonki z malinami

Kruche kieszonki z malinami

Nie ma to jak pieczenie smakołyków z okazji 15 lutego! Oh jaki piękny dzień dziś był..imieniny Faustyna..i kogoś tam jeszcze.
Ostatnio mam dwie lewe ręce do gotowania. Może to dlatego, że się wysypiam i rozpraszam na zbyt wiele rzeczy.  Nie wrzucam nowych przepisów, bo co chwila coś przypalam i wstyd to pokazywać!

Ten przepis użyczyłam i lekko przerobiłam z książki "Vegan Pie in The Sky", którą zakupiłam już miesiące temu, ale nie zdążyłam się pochwalić, ani co gorsze, wypróbować kulinarnie.
Właściwie nie wiem jak nazwać te ciastka. Wymyśliłam 'kieszonki',ale może one właściwie tak się nazywają i wcale tego nie wymyśliłam. Jeszcze tego nie wiem.
Kieszonki piekłam pierwszy raz w życiu, wiec oczywiście wyszły krzywe (do zdjęć wybrałam te najładniejsze :P ) i wiem, że następnym razem właduję w nie nieco więcej nadzienia.



Ciasto:
2 kubki przesianej przez sitko mąki
3 duże łyżki cukru
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
6 łyżek margaryny roślinnej
1/2 kubka jogurtu lub śmietany sojowej ( użyłam takiej D.I.Y.)
1/4 kubka zimnego mleka sojowego


Mieszamy suche składniki w misce; mąkę cukier, sól i proszek. Następnie dodajemy margarynę i zaczynamy wszystko mieszać. Jeśli nie mamy miksera, najlepiej wyrabiać ciasto dłońmi, jeśli kogoś to obrzydza proponuje drewnianą łyżkę, albo nie patrzeć na to co się robi.
Dodajemy powoli śmietanę sojową. Najpierw część, a po chwili resztą. Na  koniec wyrabiania ciasta dodajemy mleko. Bardzo ważne jest by mleko było na prawdę zimne. Ciasto powinno mieć delikatną,  sprężystą konsystencje i masę. Ciasto formujemy w kulę, owijamy folią i odstawiamy na około 40 minut do lodówki.


Wypełnienie:
Można użyć oczywiście przeróżnych owoców. Początkowo miałam zrobić ciasteczka z jabłkami, potem z dżemem z czereśni, ale przypomniałam sobie o zapasach w zamrażalce!  Wygrzebałam z maliny <3 <3 

1,5 kubka malin
1/2 kubka cukru
łyżka soku z cytryny
kilka kropel aromatu waniliowego
szczypta mielonego imbiru


Wszystko razem mieszamy w misce. Przymarznięte do siebie maliny można porozdzielać nożem.


Wyciągamy ciasto. Dzielimy na 2 kawałki. Jeden odstawiamy spowrotem do lodówki..
Blat stołu prószymy mąką i wałkujemy kawałek ciasta na placek grubości ok 2mm. Za pomocą zwykłego noża lub takiego do pizzy wykrawamy z ciasta prostokąty. Od upodobań zależy jakiej wielkości one będą. Ja wycinałam dość spore około 10x15.
Po prawej stronie kawałka ciasta nakładamy nadzienie. Około 1-2 łyżeczki malin. Lewą stronę lekko dziurkujemy widelcem. Następnie zamykamy kieszonkę, kładąc lewą część na prawej. Brzegi zlepiamy za pomocą widelca, tym samym robiąc ładny wzorek.
Kiedy pierwszy kawałek ciasta się skończy wyciągamy drugi.
Ciasta i nadzienia starczyło mi na 18 dość sporych kieszonek.
Blachę do pieczeni wykładamy papierem.
Kieszonki piekłam w temperaturze 170stopni około 35 minut.

Kiedy ciasteczka wystygły, ozdobiłam je lukrem zabarwionym sokiem malinowym i jadalnymi koralikami. 






grudnia 23, 2011

grudnia 23, 2011

Ciasteczka cynamonowo-imbirowe

Ciasteczka cynamonowo-imbirowe


listopada 27, 2011

listopada 27, 2011

Wegańskie Cantucci

Wegańskie Cantucci

Nie można pracować cały czas! W nocy zebrałam się do pieczenia. Ale to nic nie znaczy. I tak jestem straszną nudziarą. Zamiast, jak normalny człowiek, iść gdzieś w sobotę napić się, potańczyć, pogadać z ludźmi, to siedzę w domu pracuję, a o północy piekę. Myślę, że nie jeden/a znalazł/a by w tym jakieś ostre  zaburzenia.
Znalazłam 3 przepisy, które chciałam zweganic i wykorzystać, ale długo nie mogłam się zdecydować. W końcu zaczęłam szperać na Blogu M. I znalazłam przepis na Cantucci.  Wyglądają obłędnie prawda? Coś mnie urzekło bo nie wyglądają na skomplikowane do upieczenia, nie są lansowymi kolorowymi muffinami, którymi teraz zachwyca się świat, a jednak wyglądają (i są) prze apetyczne.
A że to nie jest przepis wegański zależało trochę kombinować i/lub znaleźć przepis już zweganiony. Czasem moje lenistwo opłaca, bowiem zaczęłam w ramach pomocy szperać w necie natrafiłam na chyba najpiękniejszy blog na świecie! http://www.veganriot.it/
Obłęd w ciapki! nie dość, że kuchnia wegańska to jeszcze typowo włoska! Dla mnie nie ma lepszego połączenia, bo włoską kuchnie uwielbiam i wszystko co wegańskie i jadalne z Włoch też uwielbiam i uwielbiam włoskie słońce i wino i już więcej  nie piszę bo Ania jak to zobaczy zacznie się śmiać :P
Pieczenie w nocy  ma swój jednak mały, maluteńki minus..znowu nie wiem gdzie posiałam kartkę z przepisem..Mam!


  • 500g przesianej przez sitko mąki
  • 200g cukru
  • opakowanie  "łysych" :P migdałów  (około 70-100 g) 
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej  lub zmielonego lnu ja użyłam mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki mleka sojowego lub innego roślinnego
  • 1/4 szklanki oleju
  • łyżka ekstraktu z wanilii
  • łyżka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • Myślę ze idealnie było by jeszcze dodać co ciasto z 2 łyżki amarett ale niestety nie miałam :(

Do przesianej mąki dodałam cukier, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, proszek do pieczenia i sól. Wymieszałam suche składniki. Następnie dolałam mleka i zaczęłam wyrabiać ciasto. Kiedy składniki się połączą, dodałam olej i ekstrakt z wanilii. Znowu chwilę wyrabiałam ciasto, aż stanie się dość jednorodne i już na ostatecznym końcu dodałam migdały. Przedtem trochę przy nich jojcyłam, bo lepiej je posiekać. Ja porozdzielałam je na połówki. Znowu trzeba się chwilę pomęczyć z ciastem. Dzielę ciasto na dwie części i formuje z nich bochenki o szerokości około 5cm. Układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczeni.
Wkładam do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piekę 40-50 minut.

Następnie wyciągam bochenki i czekam, aż trochę ostygną w tym czasie można potańczyć lub wrócić do pracy.
Bochenki kroję na ukośne plastry. Układam je na blaszkę i piekę  po 10 min z każdej strony.
Można pomyśleć, że nic specjalnego ale do kawy na prawdę są wyborne !  


Piosenka do potańczenia:


października 12, 2011

października 12, 2011

Orzechowo-cynamonowe kruche slimaki

Orzechowo-cynamonowe kruche slimaki



 

        
        "Orzechowo-cynamonowe kruche ślimaki" brzmi okrutnie.
      Piekłam w nocy. Jak to zwykle bo w nocy piecze się najprzyjemniej.  Pół dnia szukałam i kombinowałam z przepisem w końcu powstały dwa. Pierwszy z kruchym ciastem, drugi z drożdżowym, które będę piec pewnie jakoś w weekend. Dokładnie to w niedziele bo robimy grrrls night. nanananaaa
Łupanie orzechów to nie jest moje ulubione zajęcie. Trochę jeszcze cierpię po wczoraj. 
      Połowa drugiego tygodnia zajęć. Nadal nic się nie dzieje. A ja potrzebuję już jakiegoś kotła i chaosu i stresu bo przez pogodę powoli zamieniam się w śpiącego mumina..Albo może nawet gorzej bo zamieniam się w bukę i straszę! Z ciekawostek to bardzo fajne tematy zadał  nam prof od Filozofii Sztuki. Najbardziej urzekający brzmi:
" Czy artysta powinien być osobą zdrową psychicznie?"
Długo by się zastanawiać min in dlaczego ten temat nie został sformułowany tak jakby na odwrót, czyli  
"czy artysta powinien być chory psychicznie?"
Myślę, że z zimna nikt nie był w stanie myśleć na wykładzie i zapytać. Głownie milczeliśmy, ja liczyłam kafelki.
No i kłania się Jung, Freud, Rosińska, osobowość zewnętrzna, kompleksy wszelkiej maści itp. Temat już zajęty, wiec nie zrobię prezentacji o zmanierowanych laskach z pierwszego roku ... Napiszę ..nie wiem chyba zapytam, czy można zatańczyć.
AAAA słońce wyszło właśnie teraz!!
aaa! 
a na swoją obronę powiem, że 'sałata słowna' To bardzo przyjemna sprawa i WCALE NIE JEST OZNAKĄ SCHIZOFRENII!!

Aha, i dziękuje za komentarze, fajnie że coraz więcej ludzi dociera do mojego bloga. To na prawdę miłe uczucie. Pozdrawiam M. od love to bake, bo obczaiła, zrobiła i zjadła, a potem zamieściła zdjęcia na podstawie mojego przepisu, wiec jak narazie jest moim internetowym ziomem , a ja nadal się tym rajcuję. 
Pewnie się powtarzam ale nie nawidzie zimna i jesieni..aaa znowu wyszło słońce!! nanana
odkopałam kartę z wczoraj. co nieco dam radę odczytać


  • 2 kubki przesianej przez sitko mąki
  • 3-4 łyżek miękkiej margaryny roślinnej
  • szczypta soli
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki mleka sojowego w proszku
  • 3/4 kubka ciepłej wody
  • 3/4 kubka cukru może być brązowy albo zwykły
  • około 2-3 łyżki cynamonu
  • łyżka cukru wanilinowego
  • szklanka orzechów laskowych
  • oliwa
  • 2 łyżeczki soku z cytryny lub mirabelek
  • cukier puder




Mieszamy mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. Dodajemy margarynę i chwilę wyrabiamy ciasto.  Mieszamy mleko sojowe w proszku z wodą powstaje mleko sojowe w płynie! łał! Dodajemy do suchych składników. Wyrabiamy ciasto przy pomocy rąk, tak jest wygodniej i mamy namacalną pewność, że składniki się wymieszały i połączyły. Powinno powstać lekkie ciasto.
W misce mieszamy cukier z cynamonem i cukier wanilinowy.
Blat stołu tudzież coś tam posypujemy lekko mąką. Teraz dość trudna sprawa, mianowicie wałkowanie. Mnie nigdy to nie szło najlepiej. I nigdy nie udawało mi się wywałkować równy placek. Wałkujemy ciasto na grubość około 5mm o długości..myślę ...myślę...jakieś 40 cm??Następnie bierzemy oliwę  i pędzel spożywczy. Smarujemy ciasto na całej jego powierzchni oliwą. Tak dość od serca. Myślę, że powinno się zużyć około 3-4 łyżek oliwy.
Posypujemy ciasto cukrem z cynamonem, a następnie posypujemy orzechami. Orzechy powinny być rozbite lub posiekane na mniejsze kawałki.
Dobra wałkowanie to pikuś teraz jest dopiero hardcore. Należy delikatnie zwinąć ciasto tak horyzontalnie. Czyli wzdłuż dłuższego boku. (tłumaczenie na prawdę nie idzie mi dobrze, pewnie dlatego ze nie da się machać rękami i pokazywać ocb)  Trzeba uważać by było w miarę dociśnięte i by się nigdzie nie rozerwało. Teraz kroimy rulon na kawałki około 5 cm. Mnie wyszło 11 kawałków.
Okrągłą formę do pieczenie wykładamy papierem i układamy kawałki koło siebie. Na koniec można posypać całość jeszcze raz małymi kawałkami orzechów.
"Ślimaki" piekłam w tem 180 stopni z nawiewem około 20 minut. Niech ciasto urośnie i zarumieni się.
Po upieczeniu cisto z bólem serca powinno się odłożyć w chłodne miejsce do wystygnięcia. Kiedy już wystygnie robimy lukier.
Potrzeba 2 łyżki soku z cytryny. Użyłam domowej roboty soku z mirabelek, jest równie kwaśny.
Wlewamy sok do małej szklanki, a następnie powoli dosypujemy cukier puder. Trzeba uważać na grudki, wiec najlepiej wcześniej przesiać go przez sitko.Wszystko mieszamy dodajemy tyle cukru, aż masa zrobi się gęsta. Na 2 łyżeczki soku powinno wystarczyć około 4 łyżki stołowe cukru pudru.
Potem wszystko pięknie powlewamy lukrem i znowu odstawiamy na chwilę.











września 26, 2011

września 26, 2011

30 września przez całą piątkową dobę trwa Międzynarodowy Dzień WEGAŃSKICH Wypieków !

30 września przez całą piątkową dobę trwa Międzynarodowy Dzień WEGAŃSKICH  Wypieków !
 Uwaga Uwaga !
Przypominam tudzież informuję ,że 30 września przez całą piątkową dobę trwa Międzynarodowy Dzień WEGAŃSKICH  Wypieków !
Czyli w nocy z czwartku na piątek pieczemy i tańczymy, denerwując sąsiadów i rodzinę , a w piątek zaraz z rana serwujemy im słodkie upominki!.
Dzielimy się wypiekami i słodkościami cały dzień. Z psem, kotem, z mamą, tatą, babcią, dziadkiem, wujostwem, kuzynostwem, sąsiadami i nieznajomymi przystojniakami i pięknymi paniami...

wydarzenie na FB http://www.facebook.com/#!/event.php?eid=195608213840851

Info http://veganbakingday.com/



Po prawej stronie w zakładkach 'jedzenie' znajdziecie multum blogów i stron z wegańskimi przepisami w tym na pewno z bardzo dużą ilość przepisów na pyszne wegańskie ciasta, muffiny, ciasta. cupcakesy a nawet torty...
Wiec żadnego marudzenia tylko do zabawy!

Ja podaje Wam przepis na szybciutkie kruche ciasteczka zawijaski.

Jasne ciasto:
1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki margaryny roślinnej
1/2 kubka cukru
szczypta sody i soli
kilka kropel aromatu waniliowego
 2-3 łyżek lodowatej wody.

Ciemne ciasto:

1 i 1/4 szklanki mąki
3 łyżki KKO  
1/2 kubka cukru 
1/2 szklanki margaryny roślinnej
szczypta sody, soli
kilka kropel aromatu waniliowego
 2-3 łyżek lodowatej wody.


    Wygniatamy dwa ciasta. Ostawiamy do lodówki na 30 minut lub do zamarnika na około 10.
Wyciagamu oba ciasta. Blat stołu lekko posypujemy mąką i teraz trzeba rozwałkować oba ciasta na cienkie placki, na oko 5mm. Rozwałkujemy pierwsze, odsuwamy i wałkujemy kolejne. Następnie nakładamy je na siebie i przyciskamy do siebie wałkiem po całej ich powierzchni.
Teraz zwijamy podwójne ciasto w długi rulon. Trzeba robić to delikatnie by utrzymać kształt ciasta i by się nie spłaszczyło :-D
Wałkujemy nim chwilę po blacie, żeby obie warstwy się połączyły. Wkładamy ciasto do lodówki na 10 minut. Potem bierzemy ostry nóż. Zamaczamy nóż w wodzie i kroimy ciasto na plastry grube na nie cały centymetr (mniej niż centymetr, ale więcej niż pół cm)
Pieczemy na blaszce z papierem do pieczenie około 15 min w temperaturze 170stopni.


września 15, 2011

września 15, 2011

Ciastka z czekoladą

Ciastka z czekoladą



Każdy/a kiedyś oglądał/a Ulicę Sezamkową. Ja zawsze zastanawiałam się jakie ciastka wcina Ciasteczkowy Potwór. Tajemnica została złamana Oto przepis. A nawet dwa!




Przepis nr 1

2 kubki mąki
4 łyżki margaryny roślinnej
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta sody oczyszczonej
3/4 kubka cukru
1/2 kubka mleka sojowego
kilka kropel aromatu waniliowego
tabliczka gorzkiej czekolady


     Suche składniki mieszamy w misce. Dodajemy mleko i margarynę. Powinna wyjść na prawdę lepka masa. Dodajemy aromat waniliowy.
Czekoladę kroimy na mniejsze kawałki. Im bardziej zróżnicowane tym fajniejsze. Spotkałam się z czymś takim jak czekoladowe kropelki, które stosuje się w cukiernictwie. Są to kropelki gorzkiej czekolady, są takiego samego kształtu i wielkości. Mnie jednak bardziej podobają się różnej wielkości kawałki czekolady wystające z ciastka.
Na blaszkę kładziemy papier do pieczenia.
Są dwa rodzaje nakładania masy na blaszkę.
Pierwsza przy pomocy łyżki i letniej wody. Łyżką nabieramy stosunkowo taką sama ilość ciasta na każde ciastko. Moczymy ręce w letniej wodzie i formujemy kulki, potem je spłaszczamy na blaszce za pomocą szpachelki, widelca, ręcznie.
Druga opcja bez zbędnego kłopotu polega na rwaniu ciasta i zwyczajnie kładziemy go na blaszce bez zobowiązań co do wielkości i kształtu.
Pamiętajcie, to nic, że czekolada wystaje z ciastka. Wręcz jest to wskazane!

Pieczemy w 175stopniach około 10 minut

Przepis nr 2








Drugi przepis jakoś szczególnie się nie różni


2 kubki mąki
2 łyżki KKO
4 łyżki margaryny roślinnej
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta sody oczyszczonej
szczypta cynamonu
1/2 kubka cukru
1/2 kubka mleka sojowego
tabliczka gorzkiej czekolady

Znowu w misce mieszamy mąkę, sól, sodę, proszek, KKO
i cynamon. Robimy dołek i wlewamy mleko. Dodajemy margarynę i przy pomocy rąk wyrabiamy lepkie ciasto. Dorzucamy pokrojoną i pokruszoną czekoladę. Mieszamy znowu. I wrzucamy na blaszkę. Pieczemy około 10 minut w temperaturze 175stopni. Pod koniec pieczenia można włączyć nawiew. 



No i można się łapczywie opychać. Kruszyć za kołnierz i na spodnie, a potem głaskać się po brzuchach.
   Taki ciasteczka świetnie nadają się na mały słodki upominek. Co też właśnie kombinuję, a wieczorem lecę na miting oblewać mgr kumpeli!




I jeszcze na koniec mała rzeźnia.