No jak już wspomniałam umieram na ferie i muszę się teraz kurować. Wiec wtranżalam rutinoscorbin, wciągam ferwex i takie tam bo do czwartku chcę być już zdrowa!!!!!
Najlepszy w chorobie, to każdy/a wie, jest rooosoołeeeeek:
Wrzuciłam do gara po kawałku
Wszystko zalałam wodą. Zupę gotowałam około 40 minut. Następnie odcedziłam warzywa od wywaru. Wywar zagotowałam, dodałam 3 łyżki grysiku czyli kaszy mannej. Dosoliłam i dopieprzyłam do smaku i teraz objadam się wrzątkiem w wyrku. Jeszcze sobie ślicznie pokroiłam marchewki. A no i obowiązkowo zupkę w chorobie należy jeść z kubka z Pocahontas. Inaczej magie wegańskiego rosołu nie zadziała!
Jak dorosnę będę jak MIA, a na starość jak Madonna!!
Najlepszy w chorobie, to każdy/a wie, jest rooosoołeeeeek:
Wrzuciłam do gara po kawałku
- kapusty włoskiej
- selera
- marchewkę
- przekrojona cebulę
- pół czerwonej papryki
- jakieś resztki brukselek
- pół cukinii
- ziele angielskie
- liść laurowy
- sól i pieprz,
- szczypta cynamonu
- szczyptunia imbiru
Wszystko zalałam wodą. Zupę gotowałam około 40 minut. Następnie odcedziłam warzywa od wywaru. Wywar zagotowałam, dodałam 3 łyżki grysiku czyli kaszy mannej. Dosoliłam i dopieprzyłam do smaku i teraz objadam się wrzątkiem w wyrku. Jeszcze sobie ślicznie pokroiłam marchewki. A no i obowiązkowo zupkę w chorobie należy jeść z kubka z Pocahontas. Inaczej magie wegańskiego rosołu nie zadziała!
Jak dorosnę będę jak MIA, a na starość jak Madonna!!